D. Jędryka: Obudzić naród

jędrykaagent2„Jeśli już nie kopniesz piłki, to co będziesz robił? Niczego innego się przecież nie nauczyłeś. Nagle zaczęło mi brakować pieniędzy na produkty pierwszej potrzeby. To auto jeszcze jeździ? – pytali znajomi (…). Wszyscy kochają piłkarzy, ale jest to ulotna miłość. Kto pamięta o nich po latach? A przecież są na pewno gdzieś obok. Czasami wrzucicie żebrakowi dwa złote do kapelusza i kto wie – może to był właśnie człowiek, którego nazwisko przed laty skandowaliście. Gdy piłkarz po raz ostatni zda sprzęt do klubowego magazynu zostaje sam. Smuga pozostawiona na niebie bezpowrotnie zanika. Ludzi dobrej woli zaczyna brakować”.

 

Powyższy cytat to fragment głośnej autobiografii Andrzeja Iwana. Co Ty umiesz poza tą piłką? To pytanie spędza sen z powiek wielu przeszłym bohaterom stadionów. Po zakończeniu, zwłaszcza przedwczesnym, piłkarskiej kariery ciężko jest odnaleźć własne miejsce na ziemi. Jaką rolę życiową mogę pełnić, skoro najlepsze co mogło mnie spotkać, jest już za mną? To depresyjne przeświadczenie dotknęło nie tylko łamiącego drewniane poprzeczki Janka Lagunę. W jaki sposób odnaleźć się w realiach wolnego rynku? Czy i w tym przypadku jedynym wyjściem jest wyjście na piwo?

Sport gwarantuje zdrowe i radosne życie – to hasło, którego nie powstydziłaby się sama Ewa Chodakowska. Chcesz pozostać na powierzchni? Obracaj się w znanych ci kręgach. Byli piłkarze zdecydowanie najlepiej wychodzą na pozostaniu przy sporcie, poza nim znaczą niewiele. To wnioski z przeprowadzonych przeze mnie badań. Po zawieszeniu butów na kołku możesz znaleźć szczęście wskakując na trenerską karuzelę, działając w sportowych strukturach, bawiąc się w dziennikarza, czy pomagając dawnym kolegom z boiska jako agent.

Ostatnią ze wskazanych dróg zdecydował się obrać Damian Jędryka, wychowanek Stali Mielec, którego większa część obserwatorów kojarzy z niespecjalnie udanego pobytu w ekstraklasowej Koronie.

25-latek zaliczył w Kielcach mało przyjemny epizod. Stolica Gór Świętokrzyskich nie była zbyt łaskawa. Nie wyszło. Zamiast braw, fanfar i splendoru, na młodego piłkarza czekały niekończące się podróże po kraju. – Nieciecza, Gdynia, powrót do Mielca – w żadnym z tych miast nie dane było Jędryce zagrzać dłużej miejsca, ani jedno nie okazało być się dla niego piłkarską przystanią. O straconym czasie mówić jednak nie sposób. Szybko okazało się bowiem, że również na piłkarskim gruncie każda podróż może być nauką.

W ostatecznym rozrachunku boiskowy byt okazał się dla Jędryki zaledwie kolejnym życiowym przystankiem. Obecność w piłkarskiej szatni, kontakty z przedstawicielami klubów, zapoznanie się „od kuchni” ze sposobem ich funkcjonowania – te doświadczenia pozwoliły mu złapać odmienne spojrzenie, nabrać właściwego dystansu. Szybko okazało się, że zawodowy sport nie musi równać się realizacji marzeń, a brak reprezentacyjnego sukcesu nie koniecznie związany jest z zadyszką piłkarzy ciągnących ledwie toczący się, bo też uzbrojony w kwadratowe koła, wózek.

**********************************************************************************

Ze skautem niemieckiej agencji Dr Oliver Wendt i Tomas Zorn spotkałem się podczas pierwszego w naszym kraju otwartego test meczu. To był 19 lipca. W podkieleckich Nowinach zagrać mógł każdy spragniony prawdziwej kariery futbolowy adept. – Ktoś wpadł Ci w oko? – zagaiłem. – Fajnie zagrało dwóch chłopców. Bodaj Iwański i Robaszyński. Pierwszy bardzo dojrzały piłkarsko, drugi super skoordynowany – rzucił beztrosko Jędryka. – Zaznaczyłeś te nazwiska w notesie? Piłkarze ci mają szansę znaleźć się pod Twoimi skrzydłami? – zawzięcie ciągnąłem temat. – Przyjmijmy, że tak na serio wypatrzyłbym tutaj jakiegoś chłopaka. Kogoś, kto w istocie zwrócił moją uwagę. Może nawet w jakimś sensie oczarował. Powiedz, gdzie ja go dam? W jakim klubie ulokuję? Który da mi rękojmię jego profesjonalnego rozwoju? Myślisz, że zależy mi na tym, aby zbił się z rzeczywistością? Zastanów się, w którym z naszych klubów zatrudnieni są trenerzy psychologowie? Dajmy na to, choć ćwiartkę cech i wartości takiego Kloppa. Przepaść, choć z wyjątkami – zatrzęsienie retorycznych pytań oznaczało żywą i charyzmatyczną konwersację. Nasza rozmowa rozpoczęła się od trzęsienia ziemi. Potem napięcie już tylko rosło…

Hubert Kęska: Z boiska wylądowałeś na trybunach. Jak to się stało, że dziś mówi się o Tobie „były piłkarz”?

Damian Jędryka: Pół piłki nie kopnąłem w polskiej ekstraklasie, więc nazywanie mnie byłym piłkarzem to spora pomyłka. Swój okres spędzony w zawodowej piłce nazwałbym raczej przygodą. Wypalenie odebrało mi chęci bycia dłużej częścią tego systemu. Miałem wrażenie złudnego świata. Polska piłka jest, bo tak naprawdę musi być. Jeśli chodzi o samo funkcjonowanie, jakość, profesjonalizm, sport jako rozwój mentalny i emocjonalny piłkarza, o chęć inteligentnego pokierowania jego karierą, a nie kierowanie się tylko i wyłącznie faktem zarobkowym – stwierdzę jednoznacznie, że polskiej piłki dzisiaj nie ma. Nie jest to żaden rewolucyjny wniosek. Jest to oczywiste praktycznie dla każdego. Nawet jeśli spytasz starszej osoby, która niekoniecznie interesuje się dzisiaj piłką. Ona ma porównanie, doskonale wie jak było, pamięta lata świetności polskiej reprezentacji. W czasach PRL wszystko wyglądało inaczej, mogliśmy wówczas mówić o prężnie działającej maszynie, napędzającej kraj na właściwie każdej płaszczyźnie, czy to społecznej czy biznesowej. Wiara, duma, jedność. Dzisiaj? Brakuje komunikacji, ścisłej współpracy. Widzimy rozdrobnienie prywatnych przedsiębiorców. Pragniemy żyć przeszłością, wspomnieniem jacy to my nie byliśmy. Wczoraj – nie da nikomu dzisiaj chleba, a na pewno nie naszej nadziei czyli młodzieży – przyszłych piłkarskich ‚prodigies’. Jej potencjał jest większy, aniżeli mój zasób słów na określenie ich ilości oraz jakości talentów.

jędryka na boisku2Sam nie chciałeś dłużej współtworzyć tego osobliwego światka?

Pozycja boiskowego gracza nie należy do najbardziej korzystnych. Ostatnie pół roku spędzone w Koronie to była dla mnie agonia. Na finiszu boiskowej przygody trenowałem z chłopakami z Młodej Ekstraklasy, doskonale znając swój późniejszy los. Patrząc na ich determinację przy panujących zasadach i regułach narzuconych za czasów byłego dyrektora sportowego – pana Niebudka, gdzieś z tyłu głowy przelatywała myśl: ‚szkoda marzeń tych chłopaków’.

Mówisz o przygniatających realiach. Zawsze powinno zaczynać się jednak od siebie. Zrobiłeś osobisty rachunek sumienia?

Oczywiście. To my sami jesteśmy twórcami własnego przeznaczenia i nigdy nie powinniśmy winić innych za swoje niepowodzenia. Na pewno moja kariera nie rozwinęła się tak, jak sobie to wyobrażałem ja, czy też moi najbliżsi. Przyznaję, że w czasie zawodowej gry w piłkę nie byłem na tyle silny, aby wygrać z wszechobecnym brakiem profesjonalizmu oraz przede wszystkim własnymi słabościami. Determinacja, cierpliwość, konsekwencja i niezłomna wiara w siebie, we własne zdolności – to wartości pielęgnowane na zachodzie. Notorycznie wpajane od małego. To podejście zdrowe i co najważniejsze prorozwojowe. A u nas? Znajdowałem się w środku czegoś, co tak naprawdę nie przypominało żadnego procesu rozwoju, żadnej przyszłości, nawet jeśli wina leżała wtedy po mojej stronie. Nie dostrzegłem rzeczy, które mogłyby mnie zbudować. Jakiejkolwiek klarownej, przyszłościowej koncepcji. Zdążyłem w jakiejś tam mierze zauważyć jak funkcjonują (albo raczej nie funkcjonują) polskie drużyny. To doświadczenie przerażające dla młodego, i ambitnego człowieka. Niemniej jednak, chcę podkreślić, że nie mam w zwyczaju krytykować czegoś, na co nie mam, bądź nie miałem nigdy wpływu. Dzisiaj patrzę tylko w przyszłość, myśląc głównie o efektywnym systemie naprawczym polskiej piłki w kreatywny sposób.

Mówiłeś o niezbyt przyjemnych doświadczeniach. Wyciągnąłeś z nich jakieś wnioski?

Najsmutniejszy jest taki, że zawodnicy podporządkowują się panującym porządkom. Jak to w systemie. Układy, układy i jeszcze raz układy. Ten fakt też nikomu nie jest obcy. W Polsce naprawdę wygląda to blado, a w niektórych przypadkach nawet śmiesznie. Jak myślisz, co taki młody, mający marzenia zawodnik jest w stanie osiągnąć? Naprawdę niewiele, jeśli nie ma pleców. Jeżeli ktoś nie wypatrzy w nim błysku, jeżeli nie będzie miał szczęścia do trenerów, zabraknie mu sprytu, złapie nie daj Boże jakąś poważną kontuzję, bezszelestnie zniknie. Żal i rozgoryczenie ogarnia człowieka, który obserwuje takie sytuacje. Jaką mają ci młodzi chłopcy motywację? Wiecznie odsuwani, oddelegowywani do zespołów rezerw, a w dalszej perspektywie wypożyczani. Trochę pogra, pójdzie do drugiej, następnie trzeciej ligi – zakopie się, później do pracy na taśmę w Polsce, albo z reguły za granicę. To przerażający, acz prawdziwy obraz.

Personalna rotacja powinna być mniejsza? Kluby zbyt lekką ręką rezygnują z wychowanków?

To samo nasuwająca się myśl. Weźmy pod lupę problem obcokrajowców. To przecież podstawowy klocek polityki transferowej większości polskich klubów. Zastanów się, ilu z nich jest w stanie poświęcić się dla zespołu, czy utożsamiać się z klubowym godłem? Czy mogą być bardziej zaangażowani niż młody chłopak, który już od najmłodszych lat żyje sprawami swojej ukochanej drużyny? Który od dziecka marzy o jej sukcesach? Taki wychowanek nie tylko znajduje się w kadrze danego zespołu, ale również zwyczajnie mu kibicuje. Jest z nim zżyty. Kluby nie rozumieją, że młodzież jest długofalową inwestycją. Odsuwając nawet na bok przyszłe finansowe korzyści. Jeśli podasz dłoń młodemu człowiekowi, wychowasz zawodnika identyfikującego się z klubem. To samonapędzająca się struktura. Kiedy taka perła gra, bliskość z drużyną poczują również lokalne społeczności. Stawianie na młodzież jest fantastycznym sposobem na zapełnienie opustoszałych stadionów. Niestety w Polsce właściciele klubów patrzą na piłkę jak na twardy biznes. Nie mają wizji, dysponują marnymi doradcami.

legiaakademiaMówisz chyba o lekko zamierzchłych czasach. Być może urodziłeś się o kilka lat za wcześnie. Porozmawiajmy o pozytywnym zjawisku. Moda na piłkarskie akademie zatacza coraz szersze kręgi. Młodzieżowymi szkółkami chwalą się dziś nie tylko zespoły z najwyższego szczebla rozgrywek.

Nie mylmy teorii z praktyką. Większość akademii istnieje tylko na papierze. PZPN wydał wymóg, że musi być akademia w strukturach funkcjonowania klubów. W większości przypadków są to pozory. Kluby i związek oszukują się wzajemnie. Choć może „oszukują” nie jest tutaj odpowiednim słowem. Fakt jest chyba dla nich jasny, że określone kryteria dla klubów nie są w rzeczywistości spełniane w większości przypadków. Główny problem stanowią tutaj oczywiście finanse. Kluby skupiają się głównie na płacach. Pieniądze pompowane są w zespoły seniorskie, które są zwyczajnie przepłacane. Prze-pła-ca-ne! Żadne argumenty typu, że piłkarska kariera trwa bardzo krótko i jest to sport pełen wyrzeczeń, wylanych potów na treningach oraz zaangażowania znacznie przekraczającego możliwości zwykłego człowieka, nie przemówią do mnie w tej kwestii. Jakość wykonanej pracy jest prostu nieadekwatna do wysokości zawieranych umów. Kropka. Jeżeli sportowo uda nam się dogonić Europę – w co głęboko wierzę – będziemy mogli za parę lat rozmawiać o poważnych pieniądzach. Póki co, taka polityka uderza najmocniej w największe klubowe dobro, tj. grupy młodzieżowe. Nastawienie na już, na teraz, powoduje ogromny zastój. Akademia musi być najważniejszą komórką funkcjonującą w klubie. Skupiać na sobie uwagę oraz personalną pielęgnację ze strony władz i całych piłkarskich rdzennych społeczeństw. Inwestowanie w młodzież i jej rozwój stanowi kluczowy element strategii największych klubowych potęg, czyli krótko mówiąc przyszłość futbolu. Jeśli mamy się uczyć uczmy się od najlepszych.

Jesteś wychowankiem Stali Mielec. Podobno między innymi w dawnym klubie Grzegorza Lato zainwestowano w szkolenie dzieciaków.

Pochodzę z Mielca i jestem blisko Stali. Wraz z moimi wspólnikami mamy wobec niej poważne zamierzenia. Obszarem naszego zainteresowania jest miedzy innymi owa, sławetna akademia. To ciekawe, że poruszasz ten temat. Ostatnio wdałem się w tym względzie w polemikę z tatą. Wyczytał gdzieś o poważnej inicjatywie. W Mielcu powstała wielka piłkarska akademia pod egidą FKS Stali Mielec. Pierwszy trener, drugi trener, trzeci trener, czwarty trener plus cała reszta wszystkich grup młodzieżowych. Byłem na spotkaniu z przedstawicielami rodzinnego klubu dwa dni przed ową dyskusją i wiesz czego się dowiedziałem? FKS Stal Mielec jako klub nie zatrudnia nikogo takiego. Jak w takim razie można tutaj mówić o odradzaniu potęgi? Poważnej marce? Gdzie jest taka akademia, pytam się? To SMS, nic więcej. W większości media skupiają dzisiaj twoją uwagę na swoich prywatnych interesach, bądź układach. To przykre. Później ludzie wierzą w tak naprawdę iluzoryczne rzeczy.

Młodzież młodzieżą. Kluby chwalą się również prężnie funkcjonującą siatką skautingu. Mają czym?

Niby jak działają systemy sieci skautingu w ekstraklasie? Niektóre zespoły najwyższej klasy rozgrywek nie mają nawet skauta. O czym więc mówimy? Polska piłka jest na dramatycznym poziomie, widzimy to po lidze, ale również po występach reprezentacji. Nikt się nas na świecie nie boi. Nie dajemy ku temu podstaw. Wszystko ma gliniane podstawy. Na domiar złego, poziom sukcesywnie spada. To temat rzeka. Mógłbym przygotować o tym setki prezentacji. Na tę chwilę nie będę zdradzał szczegółów, ale wraz ze wspólnikami mamy rozwiązanie poruszonego problemu, a aby było bardziej efektownie, dodam, że dla wszystkich klubów w Polsce.

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

99 More posts in Piłka nożna category
Recommended for you
Puchar Ligi Angielskiej. Liverpool wyłożył się w Southampton

Southampton wygrał pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Ligi z Liverpoolem 1:0. Święci mogli zafundować sobie wentyl...