D. Jędryka: Obudzić naród

Dziś patrzysz na polski futbol z zupełnie innej perspektywy. Pracujesz dla prężnie działającej niemieckiej agencji menadżerskiej Dr Oliver Wendt & Tomas Zorn. Sporo nauczyłeś się od osób dbających o Twoje interesy podczas piłkarskiej kariery? Ich praca przybliżyła Cię do menadżerki?

Nasza współpraca nie miała nic wspólnego z jakością, ani profesjonalizmem. W trakcie swojej niezbyt długiej, powiedzmy, sportowej przygody napotkałem na trzech menadżerów. Nie wyciągnę na pewno z tamtych czasów choćby pół wzorca do mojej obecnej pracy. Moja filozofia, spojrzenie i podejście do samego zawodnika, jako przede wszystkim człowieka, jest zupełnie inna.

Łatwo było odnaleźć się w nowej rzeczywistości?

Nic prostszego. Złapałem świeżość, oddech, nową wizję w głowie, podjąłem maksymalnie szybko działania. Postanowiłem złapać odrębne spojrzenie. Kontynuować pogoń za marzeniami w innym środowisku. Jak już wspomniałem, klimat w polskiej piłce mi nie służył i wiem, że w podobnej sytuacji jest wielu młodych zawodników. To, co mogę im poradzić, to aby maksymalnie wierzyli w swoje umiejętności, żeby byli pazerni i głodni realizacji swoich pragnień, aby wiedzieli w końcu, że wszystko da się osiągnąć. Sukces zależy od niezłomności i determinacji.

zornhummelsWiem, że po założeniu butów na kołku cierpiałeś. Czułeś, że jesteś zawodowo wypalony. Pomysł pozostania agentem musiał być wówczas wyjątkowo odległą perspektywą?

To były lata świetlne. Ja, menadżerem? Pod koniec piłkarskiej przygody nawet nie przeszłoby mi to przez myśl. Nie będę ukrywał, że w tym gronie znalazłem się dość przypadkowo. Skończyłem grać i przeniosłem się do Warszawy wraz z moim przyjacielem. Razem dopinaliśmy w stolicy pewną transakcję telekomunikacyjną. Chodziło o międzynarodową umowę operatorską. Spotkaliśmy się w tej sprawie z człowiekiem dysponującym rozległymi kontaktami w Rosji. Podczas naszej wizyty niespodziewanie zaczęliśmy rozmawiać o piłce. Opowiedzieliśmy o rodzimym Mielcu i jego na wskroś przesiąkniętych futbolem mieszkańcach. Nasz obecny przyjaciel wydawał byś się zainteresowany. Cierpliwie słuchał, a gdy skończyliśmy wspomniał, że ma wspólników, którzy są prowadzą piłkarską agencję. – To Oliver i Tomas – mówił. Zaoferował, że umówi nas z nimi na spotkanie. Świetnie – pomyślałem instynktownie. Swoich przyszłych pracodawców poznałem w Berlinie. Gdy przekraczaliśmy granicę ustaliliśmy z przyjacielem, iż najbardziej zależy nam na pozyskaniu inwestora dla mieleckiego klubu. Kogoś, kto wesprze nasz autorski projekt. Trafiliśmy w punkt. Przedstawiliśmy przyszłym szefom naszą wizję. Dokładnie, od a do zet. „Oli” i Zorn pochwalili naszą inicjatywę. Określili czego od nas oczekują. Dogadaliśmy się. Wyszło znakomicie. Każdemu życzę funkcjonować w tak rzetelnym i profesjonalnym towarzystwie. Menadżer działający przy ukochanym klubie – nie ma nic piękniejszego.

I tak wpisałeś się na czarną listę. Agent działający przy klubie – dla wielu brzmi to nazbyt interesownie. Jeżeli Stal byłaby zainteresowana w przyszłości prowadzonym przez Ciebie piłkarzem doszłoby do podwójnego reprezentowania, to niebezpieczne zjawisko.

W Premier League bardzo często zdarza się, że klub zatrudnia agentów. Na Wyspach nie widzą w tym niczego złego. W naszym kraju wszystkich i zawsze podejrzewa się o nieczyste zagrania. Mocno wierzę, że będziemy protektorami uczciwości i jakości w tym zawodzie, a co za tym idzie zmienimy obiegowe opinie.  

Bądźmy jednak szczerzy. Piłkarskich agentów generalnie raczej się nie lubi. Nie tylko w Polsce traktuje się ich jako kombinatorów, a nawet drobnych rzezimieszków.

Środowisko solidnie zapracowało sobie na taką rekomendację. Niemniej ja nie zamierzam się z tym utożsamiać. Mam totalnie odmienną filozofię. Człowiek, drużyna, piłkarz.

Czym zawinili Pańscy koledzy?

W Polsce menadżerka to biznes, tylko biznes i to totalny. Tutaj nie mówi się o powołaniu. O poświęceniu, pomocy w urzeczywistnieniu marzeń młodych zawodników. Jakimkolwiek spełnieniu. Bo jaka to sztuka dla „doświadczonego”, z jakimś tam nazwiskiem, załatwić klub i skasować prowizję?! Żadna. I w dodatku tania. Przeraża mnie bezduszne pompowanie i powiększanie stajni. Na to jak dziś wygląda polska piłka złożyło się wiele czynników. Szachownica dwa razy w roku przyspiesza. Tylko, że te pionki to próchnica łapie. To reguła, od której na szczęście zdarzają się wyjątki. Wierzę w ludzi, i to niezwykle mocno. Wiem, jak wiele osób w Polsce dopasowało się do systemu, gdyż nie było ich stać, by się z nim zmierzyć. I właśnie z nimi między innymi stworzymy rewolucję. Tak, jesteś świadomy sława – rewolucja.

Sam nosisz wspomniane brzemię. Zdarza się, że ludzie patrzą na Ciebie „spod byka”? To ten, który „dyma” nieobytych z branżą piłkarzy – szepczą za rogiem?

Nie zauważyłem, choć zdaję sobie sprawę, że może tak być. Mówią prowizja, prowizja i jeszcze raz prowizja. Sporo pisze się o wykorzystywaniu zawodników, dojeniu ich, skubaniu do ostatniego grosza.

Agenci są jak związki zawodowe – dbają o własną miskę, odsuwają ją od reprezentowanych osób. Podpisujesz się pod tym?

Gdy grasz – jest nieźle, kiedy tracisz miejsce, bądź co gorsza łapiesz groźniejszy uraz – nie odbieram telefonu, mam ważniejszych na głowie. Nagle okazuje się, że reprezentujący twoje interesy agent nie jest ci w stanie niczego załatwić. Ba, nawet nie potrafi uczciwie nakreślić twojej sytuacji, powiedzieć ci wprost jak się sprawy mają. Tamten gra, tzn. jest w tym danym momencie ważniejszy. Znakomitej większości agentów brakuje szczerości i odwagi. Z zaufaniem również jest kłopot. Byłem świadkiem naprawdę wielu gorszących przypadków. Przez kilka lat dzieliłem szatnię z piłkarzami, słyszałem różne rzeczy. Czasem naprawdę współczułem chłopakom. W niektóre historię naprawdę trudno było uwierzyć.

Współpracujesz z rodzimymi agencjami?

To nie jest łatwe. Wszędzie napotykasz na kłody. Podam przykład. Byłem pewnego czasu zainteresowany jednym z bardziej perspektywicznych polskich piłkarzy. Skontaktowałem się z jego agentem. Nie chodziło o zarobek i dobicie targu. Chciałem pomóc chłopakowi, wskazać mu naprawdę fajny kierunek rozwoju. Natrafiałem na mur. Przeszkodę nie do obejścia. Odnoszę wrażenie, że słowo „dzielić” dawno zostało wykasowane z języka polskiego wielu osób. Liczy się tylko krótka meta. Tu i teraz. Podczas, gdy to właśnie lojalna i długofalowa współpraca przynosi najlepsze owoce. Ten, kto szybciej to zrozumie, tego dzieci będą miały w życiu łatwiej.  

Jest ktoś kogo szanujesz w tym środowisku?

Czarek Kucharski. Złapał człowieka i stworzył z nim niesamowity team. Dziś, oczywiście, czerpie z tego tytułu niebotyczne profity. Nie można zapominać jednakże o tym, że przez lata inwestował w chłopaka, pomagał mu, pielęgnował i wspierał. Nawiązał z nim niezwykła więź. To spory wysiłek, a przy tym niełatwa sztuka. Mam wielki szacunek dla tego typu działania. Nie ilość, ale jakość się liczy. Oczywiście, zawsze można sięgnąć głębiej i działać w stylu Jorge Mendeza, nie zatracając przy tym ludzkiego podejścia. Wymaga to jednak ogromnych wyrzeczeń i maksymalnego zaangażowania. Niemniej, profity są adekwatne i niejako rekompensują włożony trud. Nie mówię w tym kontekście wyłącznie o finansowych zyskach. Wodospad możliwości jest w istocie potężny.

Kucharski, z tego co wiem, nie trafił do tej profesji przypadkiem. W czasach zawodowej gry w piłkę jego telefon rozgrzany bywał do czerwoności. Grzegorz Szamotulski w swej autobiografii napisał, że już wtedy był kimś z innej bajki, biznesmenem, jakich mało wśród aktywnych graczy.

Tacy ludzie odnoszą dzisiaj sukces. Determinacja i niestrudzona konsekwencja. Trzeba wyznaczyć cel, mocno w niego wierzyć i do niego dążyć.

Jak działa się na polskim rynku? Mówimy o urodzaju, czy jest to raczej ciężki kawałek chleba?

Pracujemy głównie na zagranicznych rynkach. Ten rodzimy niespecjalnie nam odpowiada. Problemem jest oczywiście poziom sportowy. W naszym kraju skupiamy się wyłącznie na młodzieży. Często jeździmy na spotkania Centralnej Ligi Juniorów.

Zachód poważnie traktuje polską piłkę. Dostrzega ją?

Musi dostrzegać, bo ma ona niesamowity, niespotykany wręcz w innych częściach świata potencjał! Warto pamiętać, że Polska to niespełna czterdziestomilionowy kraj. Są tu po prostu sady w postaci pereł. Nie robiłem dokładnych badań rynku, ale wiem jaki boom jest w tej chwili na młodzieżowych reprezentantów Polski.

Nic dziwnego, kadra Dorny bardzo przyzwoicie radzi sobie w eliminacjach?

Nie mówię o U-21, lecz o trzy lata młodszych chłopakach. Zainteresowanie jest potężne.

Wydaje się, że skauci interesują się dziś coraz młodszymi zawodnikami.

To prawda. Dzisiaj agenci potrafią oglądać nawet trzynasto-, czternastolatków! To się nie mieści w głowie. Mówimy o postępującym trendzie.

Dawidowicz trafił niedawno do Benfiki, Linetty’ego obserwuje ponoć połowa nacji Starego Kontynentu.

Linetty… Kompletnie nie rozumiem jego fenomenu. Dla mnie jest to strasznie przereklamowany zawodnik. Niemniej życzę mu jak najlepiej.

kadrau183

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

99 More posts in Piłka nożna category
Recommended for you
Puchar Ligi Angielskiej. Liverpool wyłożył się w Southampton

Southampton wygrał pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Ligi z Liverpoolem 1:0. Święci mogli zafundować sobie wentyl...