D. Jędryka: Obudzić naród

lewandowskipłaczeWciąż mówimy o utalentowanej młodzieży. Seniorska piłka leży u nas odłogiem?

Te lata zaniedbań dają o sobie znać. Niekompetencja zaczyna się już na poziomie klubów. Prezes, dyrektor, kierownik – jeden, drugi, trzeci – ciągła rotacja. Żadnego z nich nie interesuje miłość do klubu, wykonywanego zawodu. Nie potrafią doceniać w odpowiedni sposób kibiców czyli kwantów, od których się wszystko zaczyna. To oni tworzą całą oprawę widowiska. Boisko jest tylko sceną, bez nich nieistotną i nieistniejącą.Nie odwrotnie. Bez kibiców nie ma sportu. W skład klubowego zarządu wchodzą ludzie z zewnątrz, z nominacji, kompletnie nie są przystosowani do pełnionych funkcji. Narobią zamieszania i zwijają interes. Zero konsekwencji. Dobrze liczą wyłącznie pieniądze. Swoje. Klubowa kasa jest im obojętna. Kluby oszczędzają na fachowcach – analitykach finansowych, sportowych prawnikach. To pochyła równia.

Słychać, że z Kielc zabrałeś wiele negatywnych wspomnień. Koroną rządzą miejscy urzędnicy. Prywatni inwestorzy mogą uratować ten biznes?

Bardzo liczę na pana Krzysztofa Klickiego. Wiem jedno! Jeśli w Kielcach piłka ma się odrodzić, nie może się to odbyć bez jego udziału. Pan Klicki to człowiek o ogromnej pasji. Kocha sport. W Polsce brakuje takich osób. Podobnie zresztą jak ludzi lojalnie i uczciwie dysponujących klubowymi budżetami. To się zmieni, głęboko w to wierzę. Wiem, że odpowiedni ludzie sami się pojawią, kiedy zacznie się tworzyć nowy kierunek. Wracając do Pana Krzysztofa Klickiego jeszcze. Magia polega na tym, że nie wie, iż będziemy mu jeszcze potrzebni.

Kielczanie czekają z utęsknieniem na zbawców zza zachodniej granicy. Mają na kogo?

Hanseatisches Fussball Kontor GmbH – podpytałem o ten fundusz mojego niemieckiego zwierzchnika. Wyznał, że podobnych w kraju landów jest setki.

Twoim zdaniem, co najbardziej trawi polski futbol?

Z przykrością stwierdzam, że ludzka mentalność, pazerność i obłuda. Te społeczne przywary znajdują swe odbicie w fatalnym zarządzaniu na poziomie klubów. Mamy do czynienia z chronicznym brakiem profesjonalizmu. Polityka transferowa większości klubów to dramat. Słabo wygląda współpraca z krajowymi związkami, innymi klubami, nie lepiej z jednostkami samorządowymi. Wszechobecna interesowność i układy. Koszmarne podejście. Zmienimy to. Spokojnie.

Kasa misiu, kasa.

To jedno. Kolejny dramat to prymitywne równanie w dół. Byłem ostatnio na pewnym szkoleniu. Taka historia. Usłyszałem, że przedstawiciele polskiego zespołu, który nie zalega z wypłatami, otrzymał nieprzyjemny telefon. – Czemu płacicie na czas?! Przecież w ten sposób psujecie rynek! – zabrzmiał zirytowany głos po drugiej stronie słuchawki. Dlaczego płacisz, skoro nikt tego nie robi. Po cholerę zawyżasz standardy?! Szok. Tacy ludzie powinni zapaść się pod ziemię.

Nieprawidłowo funkcjonujące kluby, chciwi agenci. Piłkarze znajdują się między młotem a kowadłem. W takich warunkach zawsze należy traktować ich jako poszkodowanych?

Niekoniecznie. Nie oszukujmy się, większa część starszych zawodników to sportowi minimaliści, którzy po początkowych sukcesach spoczywają na laurach i szybko się wypalają. Jest to na pewno kwestia mentalności i ambicji. Przedstawiłem pewnemu piłkarzowi dobrą ofertę z Półwyspu Iberyjskiego, konkretnie z Hiszpanii. Ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu obrał inny kierunek… znacznie mniej rozwojowy. Po prostu dawali więcej. Zawodnicy często wpisują się w schemat. Przez lata tolerują dziadostwo, chłoną bylejakość.

Masz przepis na antidotum?

Zaszczepienie zachodnich wzorców. Na zachodzie pielęgnuje się młodzież, bardziej się na nią patrzy, aniżeli seniorów. Kiedy młody, zdolny zawodnik ma problemy zdrowotne opiekuje się nim sztab ludzi. U nas? Kiedy masz kontuzje jesteś z reguły czarną owcą w klubie. Tak być po prostu nie powinno.

wisłaapoelNadal jesteśmy „żebrakiem Europy”?

Patrząc na poziom naszej obecnej najwyższej klasy rozgrywkowej? Myślę, że większość ludzi zgodziłaby się z tym stwierdzeniem. Wychowujemy drwali. Wybij, skasuj. Jednym zdaniem – piłka ma być poza grą. Dominuje typowa, swojska rąbanka. W najlepszych europejskich ligach piłki się nie kopie, nie pcha. W nią się gra, nią się bawi, z nią się pływa. Na zachodzie nie toleruje się przerw, eliminuje taktyczne faule, piętnuje niepotrzebne podejmowanie ryzyka. Piłka musi być w grze i to jak najdłużej. Nie chodzi jednak o bezmyślne jej przetrzymywanie. Gra musi toczyć się szybko, przy maksymalnie intensywności. To buduje emocję. Płyta boiska jest jak szachownica, na której wszystko się rusza. Bez przerwy. To doskonale wypracowany i świetnie sprzedający się model. Mówimy o różnicy światów. Nie zamiatajmy kłopotów pod dywan, prężnie zadbajmy o porządek na własnym podwórku. Własnoręcznie zbudujmy solidne struktury.

Pada wiele gorzkich słów. Z Twojej strony to konstruktywna krytyka?

Jak najbardziej. Zrobimy wszystko, aby naprawić polski futbol. Piłkarsko, Polska ma niewyobrażalny potencjał. Utalentowanej młodzieży nam nie brakuje. To jest święta ziemia. Wydaje genialne owoce. Młodzi chłopcy nie są jeszcze zepsuci, skażeni. Trzeba odważnie na nich postawić. Trzeba pokazać ile dzisiaj znaczą i jaką stanowią moc. Trzeba dać im nadzieję i zagwarantować rozwój karier na najwyższym światowym poziomie. Jesteśmy na etapie formowania rewolucyjnego projektu. Pragniemy uzdrowić polską piłkę. Nie boje się tak górnolotnych słów. Zamierzamy przedstawić cały system panu Zbyszkowi Bońkowi. Na mapie naszej wyobraźni nie ma żadnych „leśnych ludków”. My wierzymy w świeżych ludzi, a nie w przestarzałe twory systemu. Mam nadzieje, że działacze przejrzą na oczy i to wszystko ruszy w odpowiednim kierunku.

Możesz powiedzieć coś więcej o tej inicjatywie?

Nie będę wdawał się w szczegóły. Nie dziś. W tej chwili pracujemy z biurem patentowym w celu zabezpieczenia wszystkich pomysłów. Wyobraziliśmy sobie wielkie rzeczy i zamierzamy przełożyć je na rzeczywistość. Za ok. 2 miesiące będziemy mieć gotowy prototyp, wtedy powiem więcej.

Wierzysz, że uda Ci się przekonać władze? O „zielonej wyspie” już u nas było…

Gdybym nie wierzył, nie poświęcałbym temu ani sekundy. Czasu innych ludzi, ani swojego. Liczę na rozsądek działaczy. Powinni być świadomi piastowanych stanowisk. Muszą zdawać sobie sprawę z narastającej presji społecznej. Ta, już dziś jest ogromna. Gdy wszystkie materiały i trailery pojawią się w sieci urośnie do monstrualnych rozmiarów. System jest globalny, zatem i tak trafi na inne rynki. To żadna tajemnica. Myślę jednak wyłącznie pozytywnie.

Nie odnosisz wrażenia, że to trochę jak namówić do głosowania na Platformę zatwardziałego zwolennika PiS?

Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Tylko idąc pod prąd jesteśmy dzisiaj coś warci. Nie ma wyjścia, musimy gonić zachód. Jeśli związek tego nie implementuje, będzie dla mnie i dla nas – dla całego narodu – jednoznaczne, że polskiej piłki ma nie być, że chodzi jedynie o biznesy osób publicznych. Ciekaw jestem, co powiedzą na to ludzie.

Chcesz robić konkurencję Tymbarkowi? To producenci soku mają ponoć zbudować przyszłą reprezentację narodową.

Widzimy ich bardzo poważnie w naszym projekcie.

Jak pozyskać środki?

Już ktoś na świecie zgromadził za nas te środki. My dysponujemy informacją. Pomysłem. Pieniądze są dla nas w tej chwili najmniejszym zmartwieniem. Chcemy pójść na rękę PZPN. Nie będziemy oczekiwać od związku żadnych nakładów finansowych. Od ludzi z piłkarskiej centrali oczekujemy wyłącznie zaangażowania w projekt.

W swoim planie skupiasz się na piłce klubowej, czy reprezentacyjnej?

Należy wreszcie zdać sobie sprawę, że nie ma piłki reprezentacyjnej, bez silnej ligi! Wysoki poziom krajowej rywalizacji to rękojmia europejskiego sukcesu. Mocna liga to zawsze prolog progresu i zysk na każdej płaszczyźnie – czy to sportowej, czy ekonomicznej. Jeżeli rodzimym zespołom uda się zaistnieć na europejskiej arenie, wówczas będziemy mogli mówić o reprezentacji godnej złotych czasów. To logiczny ciąg. Nie widzę innej drogi. Kluby powinny się otworzyć i zadbać o dobro całej polskiej piłki. Wspólne działanie to podstawa. Należy stworzyć odpowiednie sieci powiązań. Mamy na to plan.

Słychać, że utożsamiasz się z niemieckim modelem szkolenia.

Jak najbardziej. Mówi się, że zabory zajęły nam wszystko, wycięły w pień całą inteligencję. Tak, ogromną jej część! Pasja, profesjonalizm, jakość, precyzja i mentalność – to musi iść w parze. Niemcy koszmarnie zagrali na Euro 2000. Trzeba było działać. Rewolucyjne zmiany wymagają historycznych momentów. Nasi zachodni sąsiedzi nie zrobili niczego super skomplikowanego. Po prostu się zjednoczyli. Dwa lata po wspomnianej klęsce powstał system ‚Identyfikacji i Kształcenia Talentów Piłkarskich’. DFB zaczął dbać o edukację trenerów, nauczycieli i działaczy. Regularnie przesyłano im najnowsze materiały i wytyczne. Perfekcyjny przepływ informacji wymagał współpracy piłkarskiego związku z lokalnymi strukturami oraz poszczególnymi klubami. Ta układała się wzorcowo. Na projekcie skorzystali wszyscy, od piłkarzy po działaczy. Efekt finalny inicjatywy widzieliśmy w Brazylii.

Nie boisz się nadepnąć na grabie? Idziesz mocno pod prąd.

Napotkamy większą armię? To piękna rzecz. Niewiele osiągnięć bardziej stymuluje niż przekonanie drugiego człowieka, że błądzi, że nie ma racji. Ważne, aby ludzie na stanowiskach doszli do odpowiednich wniosków. Jeżeli idea jest słuszna, można zrzeszać tłumy. Nie mam wątpliwości. Obudźmy naród.

Stąpasz po cienkim lodzie. Na wszystko potrzeba czasu, stabilności i pewności pracy. W piłkarskim związku mamy kadencyjność. Sajgonu panującego na poziomie klubów nie da się opisać. Biorąc pod uwagę całe zeszłoroczne rozgrywki, w ekstraklasie na swoich stanowiskach przetrwało zaledwie czterech szkoleniowców: Franciszek Smuda w Wiśle, Mariusz Rumak w Lechu, Dariusz Wdowczyk w Pogoni i Ryszard Tarasiewicz w Zawiszy.

Ot, cała odpowiedź, dlaczego jest, jak jest. Patologia. Żadnego zaufania. Osoby decyzyjne burzą, zamiast budować. Zero stabilizacji. W innych zawodach jest coś takiego jak okres rozliczeniowy. Polska piłka rządzi się jednak własnymi prawami.

Pacjent znajduje się w stanie krytycznym. Wierzysz, że uda się wybudzić go ze śpiączki?

Oczywiście, że tak! Jestem przekonany, że piłka nożna w Mielcu wróci niebawem do czasów świetności. Samo miasto to obecnie rozbudzający się lew. To teren o ogromnym potencjale ludzkim i duchowym. Stal wstanie niebawem z kolan. Historia zatoczy wkrótce koło. Sportowy sukces da pozytywny bodziec najmłodszym, rozpali nadzieję w jednostkach, które zdążyły już wywiesić życiową „białą flagę”, zwróci uwagę zmęczonych nędznym bytem emerytów. Niedługo znów zrodzi się moda na Stal.Po prostu wiem, w jak spektakularny sposób zamierzamy to zrobić. Kropka. Obecnie mamy nowoczesny stadion i osiemnastą frekwencje w Polsce. Uważam, że cały potencjał tkwi w narodzie. Kibicach. To oni są klubem.

To takie patetyczne stwierdzenie. Nie chcesz przypadkiem podlizać się „ludziom stadionu”?

Nie żartuj, po co? Spójrz na fakty. Mielec nie należy do największych polskich miast. Jak to możliwie, że kilkadziesiąt lat temu w 20-tysięcznym miasteczku spotkanie z Realem z wysokości trybun oglądało 40 tysięcy osób? Nie można mówić o przypadku. Klub prężnie funkcjonował, ponieważ wypracowany wówczas system finansowania znakomicie się sprawdzał. Każdy pracownik PZL (Polskie Zakłady Lotnicze – przyp. red.) oddawał 1% pensji na rzecz klubu. To duża instytucja. W latach siedemdziesiątych zatrudniała 20-25 tys. osób. Zgromadzonymi przez klub środkami dysponowali rozsądni ludzie, mający taką wizję, że sportowo „Stalówka” mogła okazać się zespołem lepszym od niejednego europejskiego giganta. Spragnieni fani to motor napędowy postępu, a myślę że nie ma bardziej wygłodniałych kibiców od Polaków. Zobacz jak traktujemy sportowych bohaterów, jak tłumnie stawiamy się na każdej z możliwych imprez. Apeluje, abyśmy nie skazywali obywateli na nucenie tej beznadziejnej pieśni o tym, że „nic się nie stało”.

stalrealNie boisz się, że ludzie nazwą cię marzycielem, niepoprawnym idealistą? Wariatem opowiadającym o szklanych domach? Z pewnością powiedzą, iż porywasz się z motyką na słońce.

Słyszeliśmy od pewnego Pana, że na księżyc. W odpowiednim czasie dostanie od nas owa motykę i fototapetę zaoranego księżyca. Dodam, że nawet jeśli byśmy nie trafili w niego to i tak będziemy między gwiazdami, więc tak czy inaczej – świetnie. Jeśli jesteśmy świadomi swoich planów, pragnień, marzeń i ich sensu, to nie rozumiem czemu mielibyśmy ich nie urzeczywistnić. Czym różnią się od nas ludzie, którym się udało, którzy zmienili historię dziejów, dzięki czemu utkwili w świadomości milionów osób? Niczym. Każdy z nas jest człowiekiem. Wykorzystujemy tyle samo procent mózgu. Istotne, aby nie poddawać się w realizacji celu i niezwykle w niego wierzyć. Do końca. Należy spojrzeć ponad horyzont, wyjść z hermetycznego kręgu stagnacji. Dzisiaj wygląda to tak: większość ludzi zakłada rodzinę, zarabia na życie i później umiera. Przestają się rozwijać, przestają nad sobą pracować, przestają sięgać dalej. Schemat systemu. Podporządkować się – nic prostszego. Ale zrobić różnicę, wykruszyć się z niego, dać innym inspirację – to spore wyzwanie. Ludzie muszą zacząć wymagać od siebie czegoś więcej. Mogą wziąć mnie za człowieka niespełna rozumu, ale jestem przekonany że postępu nie da się zastopować. Albo się przyłączasz, albo zostajesz w tyle. Nakierunkowaliśmy swoje umysły i podświadomości na osiągnięcie rzeczy, które były wcześniej tylko tematem wyobrażeń. Chcemy otworzyć innym zamydlone oczy.

Przyjmijmy, że „obudzisz naród”. Jakiej korzyści oczekujesz w zamian?

Każdą wydaną złotówkę pokażę na stole, każdemu. Jedynym czego oczekuję w zamian jest uśmiech, spełniających marzenia młodych, utalentowanych chłopców. Pragnę, aby doświadczyli oni tego, czego nam w życiu nie dane było zasmakować.

Jak wysoko mierzysz?

Stoję twardo na ziemi, chociaż jak powtarzam, wolę się unosić. Wierzę, że Katar 2022 może być nasz. Mamy osiem lat. Należy zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Śmiało postawić ten milowy krok. Trzeba szerzyć pozytywną propagandę. Nie mamy nic do stracenia. My, jako naród, bo jak już mówiłem właśnie w nas wszystkich tkwi największa siła.

Wypada życzyć Ci powodzenia. Głęboko wierzę, że wrócimy kiedyś do tej rozmowy.

Na pewno. Trzymaj się.

Rozmawiał: Hubert Kęska (obserwuj na Twitterze)

fot. archiwum prywatne Damiana Jędryki, blogspot.com, ekstraklasa.net, twitter.com

Strony: 1 2 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

99 More posts in Piłka nożna category
Recommended for you
Puchar Ligi Angielskiej. Liverpool wyłożył się w Southampton

Southampton wygrał pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Ligi z Liverpoolem 1:0. Święci mogli zafundować sobie wentyl...